Ul. Siostry Faustyny 70, 30 – 608 Kraków

„Nie głosiliśmy dzieciom zbyt wiele nauk” – prof. Stanisław Grygiel o wychowywaniu dzieci i wnuków.

Jak wychowywaliście Państwo dzieci?

Na to pytanie nie umiem odpowiedzieć. Żona może umiałaby powiedzieć coś więcej. Ona była i jest dla córki i syna większym schronieniem aniżeli ja. Mnie się wydaje, że po prostu byliśmy razem z dziećmi, dzieliliśmy z nimi radości i smutki, kłopoty i powodzenia. Ja nie znam żadnej metody wychowywania dzieci. Dobrym wychowawcą jest ten, kto jest tak krystalicznie przezroczysty, że światło łaski Bożej może w nim załamać się, aby powstałą tęczą kolorów przemienić świat dookoła. Ona łaska działa, a nie my. Nikt nie jest krystalicznie przezroczysty, ale czystość łaski usuwa nasz brud. Może byłoby jeszcze lepiej, gdybyśmy byli coś robili. Ale kto wie, czy nie popsulibyśmy działania Jedynego Nauczyciela. Nie my kształtujemy miłość, lecz ona nas kształtuje. Ona nas przemienia w coraz piękniejszy jej odblask.

Nie głosiliśmy dzieciom zbyt wiele nauk. Czasem podniosłem na nie głos, ale zawsze tego żałowałem, nawet wtedy, kiedy miałem rację. Przepraszałem je zwłaszcza wtedy, kiedy one nie broniły się słowami, tylko spojrzeniem pełnym żalu, a dla mnie wyrzutu. Dzieci wychowywały mnie skuteczniej, aniżeli ja je, bo wychowywały mnie tylko spojrzeniem. O wiele lepszym wychowawcą była i jest moja żona. Ona umiała patrzeć na nasze dzieci i mówić do nich milczeniem. Jej spojrzenie wprawiało je w wewnętrzne zakłopotanie, kiedy zrobiły coś nie tak, jak należało i jak mogły zrobić, a w chwilach zagrożeń napawało je spokojem. Ale i ona także miała odwagę powiedzieć im: „Wybaczcie mi”. […]

 

Dziś Pan Profesor ma pięcioro wnucząt. Jakie to jest doświadczenie?

Ty odchodzisz, ale coś z ciebie zostaje. Zostaje w dzieciach. Jeżeli one cię rozumieją, jeżeli ty je rozumiesz, jeżeli razem patrzycie na wszystko w świetle tajemnicy, jaką jest człowiek, to nie jest to twoja zasługa to zasługa łaski, która ułatwia życie, czyniąc je pięknym. Chcesz zapłonąć ich zapałem, chcesz dziwić się pięknem, tak jak one się nim dziwią. Przypominają ci, że Bóg ciągle stwarza człowieka i świat, a więc że i ty musisz pracować z Nim, że jesteś ciągle odnawiany, a zatem młody. Dzięki dzieciom łatwiej jest staremu człowiekowi odradzać się i być zawsze młodym, ale nie tak, jak chciał Faust. Jesteś szczęśliwy, kiedy dzieci odbierają twoją obecność w ich życiu jako wielki dar dla siebie. Jestem wdzięczny naszym dzieciom, Monice i Jakubowi, za to, że pomagają nam przygotować się do tego, co do nas i dla nas nadchodzi. A wnukom należy się ze strony dziadków wdzięczność za przypominanie im, że się nie starzeją, lecz tylko wchodzą w wieczną, dojrzałą młodość.

W Rzymie kilka razy w tygodniu są z nami dzieci naszej córki, Moniki – Tomek i Marysia. Z dziećmi Jakuba – Tobiaszem, Niną i Sybillą – spotykamy się rzadziej (zazwyczaj dwa razy do roku: raz w Rzymie, raz w Waszyngtonie), ale prawie codziennie odwiedzamy się dzięki technicznym udogodnieniom. Niemal codziennie dzielimy z nimi ich oraz nasze radości i troski. Piękna jest nasza jesień, a może już zima… Głos dzieci zwiastuje nam wiosnę…

 

~fragment książki “Żyć znaczy filozofować”, Stanisław Grygiel w rozmowie z Marią Zboralską 

Na skróty
linkedin facebook pinterest youtube rss twitter instagram facebook-blank rss-blank linkedin-blank pinterest youtube twitter instagram