Ul. Siostry Faustyny 70, 30 – 608 Kraków

Niedaleko pada jabłko od jabłoni? O znaczeniu poznania rodziny pochodzenia współmałżonka.

– fragment książki Jacka Pulikowskiego “Warto pokochać teściową”.

 

Poznanie człowieka bez poznania rodziny, w której wzrastał, jest zawsze niepełne.

Stare porzekadło głosi: „Spójrz na matkę i bierz córkę”. Mądrość ta – ponoć rodem ze starożytnego Wschodu jest dziś zupełnie zapomniana, lekceważona, a nawet jawnie negowana. 

I mimo że wszyscy znają rodzime powiedzenie: „Niedaleko pada jabłko od jabłoni” – co więcej, zgadzają się z nim, a nawet często używają jako „obciążającego” argumentu w ocenach przeróżnych osób i sytuacji życiowych – to w przypadku własnego wybranka swego serca jakby o nim zapominają.

Przecież jest dziecinną naiwnością twierdzenie, że przysłowie „działa” we wszystkich sytuacjach z wyjątkiem tej, w której ja sobie tego nie życzę. A nie życzę sobie, ponieważ w przyszłej teściowej widzę – delikatnie mówiąc – niedoskonałości, których nie chciałbym oglądać w swojej przyszłej żonie. W przyszłym teściu widzę reakcje i zachowania, których absolutnie nie chciałabym oglądać u swojego męża. Więc wypieram możliwość „dziedziczenia” złych cech i… nie przyjmuję tego do wiadomości.

Życie jest jednak bogatsze od wszelkich schematów. Znane są przypadki wielkiego oddalenia się od wzorców rodziny, z której się wyszło. Tak więc dla poprawności wywodu trzeba zauważyć, że zdarzają się sytuacje, gdy jabłko od jabłoni potoczy się daleko. To oddalenie może pójść zarówno w kierunku dobra, jak i – niestety – zła.

Aby „jabłko” mogło wspiąć się w stronę dobra, konieczny jest trud, wysiłek jego samego. Nie stanie się to samo. Nie stanie się to przez przypadek (są oczywiście przypadki szczególne, wyjątki – jak olśnienie św. Pawła – lecz ludzką mocą nie mogą się one dokonać). Droga w stronę dobra jest zawsze „pod górkę”. Jest trudna, wymaga osobistego wysiłku, planowanego podjęcia trudu własnego rozwoju. 

Przykłady mówiące o tym, że dziecko oddaliło się od swojej rodziny, schodząc na złą drogę lub przeciwnie – przemieniając się pozytywnie, nie zmieniają jednak faktu, że poznając rodzinę przyszłej żony (męża), dowiadujemy się niezmiernie dużo o nim samym. Słowem – we wzajemnym poznaniu bezwzględnie warto uwzględnić poznanie przyszłych teściów i rodziny współmałżonka.

Dlaczego poznanie teściów jest tak ważne? Są przynajmniej dwa poważne powody, dla których bezwzględnie warto poznać przyszłych teściów. Po pierwsze, ważne jest poznanie w całej prawdzie wybranka swego serca. Poznanie go w szerszym kontekście, niejako z korzeniami – a więc z dziedzictwem wyniesionym z domu rodzinnego, wraz z pewnymi potencjalnymi, ukrytymi (lecz mogącymi się ujawnić) cechami, które być może dojdą do głosu dopiero po latach małżeństwa. Daje to materiał do pracy nad dobrem małżeństwa, by skutecznie rozwinąć potencjalne dobro widziane w rodzinie współmałżonka i zawczasu uchronić się przed groźbą powtórzenia błędów i zła dostrzeżonego w tej rodzinie. Na przykład, by ustrzec się przed powtórzeniem tragedii alkoholizmu niszczącego rodzinę jednego (lub obojga) małżonków, warto podjąć radykalną decyzję całkowitej abstynencji do końca życia. Trud dla ludzi nieuzależnionych jest realny do podjęcia, a gwarancja zabezpieczenia przed ucieczką od problemów w alkohol pełna. Kto pije umiarkowanie, łatwo może przekroczyć granice, kto nie pije wcale (póki trwa w tej decyzji) jest bezpieczny. Każdy rok abstynencji pogłębia nadzieję przechodzącą w pewność niepowtórzenia błędów domu rodzinnego, w którym panował alkohol.

Po drugie, poznanie teściów jest zadaniem dla siebie samego. Dlaczego? Celem małżeństwa jest wspólna droga do świętości przez budowę komunii osób na wzór komunii Osób Boskich (Jan Paweł II). Ważnym kawałkiem serca każdego człowieka jest dom rodzinny. Więź emocjonalna jest zwykle największa z rodzicami, a szczególnie z mamą. Niepokochanie tej części serca współmałżonka uniemożliwia głęboką i pełną „komunię osób” małżonków. Wielu młodych nie rozumie (a nawet nie chce przyjąć do wiadomości), że brak dobrych relacji z teściami i nieżyczliwość do nich, uniemożliwia pogłębienie więzi małżeńskiej, a tym samym blokuje rozwój szczęścia małżonków. Pokochanie swoich teściów jest zadaniem nieraz trudnym, ale koniecznym dla własnego szczęścia. Trzeba będzie dla dobra własnego małżeństwa i dzieci pokochać ich nawet wtedy, gdy nie da się ich polubić. Pokochać nawet wbrew złym uczuciom, które wywołuje trudny do zaakceptowania (albo wręcz nie do zaakceptowania) styl ich życia, poglądy polityczne, czy świat wartości, za którym się opowiadają, czy nieuprawnione ingerowanie w sprawy małżeństwa swoich dzieci. Oczywiście chodzi o pokochanie osób, a nie zaakceptowanie złych czy wręcz grzesznych działań tych osób. Podobnie w miłości nieprzyjaciół nie chodzi o to, by pochwalić ich niegodziwości, a nawet jawne draństwa, tylko życzyć im dobra. Życzyć, by się nawrócili i przestali czynić zło. Gdy pokochanie teściów wydaje się komuś niemożliwe, zachęcam, by potraktowali odnoszenie się do nich jako swoistą siłownię w wymiarze psychicznym i duchowym. Dźwigając ciężary na siłowni, człowiek liczy na efekty w wymiarze cielesnym. Zmaganie się ze sobą w podejściu do trudnych teściów, gwarantuje wzrost psychiczny i duchowy. Warto ten trud podjąć. (Nie trzeba nawet wykupywać karnetu na siłownię, sama przychodzi do domu). Miłość, co więcej, cześć do własnych rodziców, nawet gdy rozum postradają, jest nakazana przykazaniem. Jeżeli wierzymy Bogu, że przykazania służą naszemu szczęściu, to mamy ją praktykować… i już! A co z teściami, z jakiej racji cześć i wdzięczność. Jedno już było: są kawałkiem serca żony (męża), z którą mam budować najgłębszą z możliwych, dającą szczęście relację miłości – komunię osób. Drugim powodem jest fakt, że to im zawdzięczam w ogóle istnienie żony (męża)! To oni, współpracując z Bogiem dającym duszę nieśmiertelną, współtworzyli moją żonę. Gdyby tylko „pozwolili się jej urodzić”, a potem całkowicie zaniedbali, a nawet krzywdzili, to i tak należy im się dozgonna wdzięczność za życie żony.

Słowem, niechęć poznania przyszłych teściów i brak gotowości budowania wewnętrznej życzliwości do nich, nie jest tylko niewinnym chowaniem głowy w piasek, lecz może spowodować wejście w małżeństwo z ogromnym ryzykiem jego rozpadu. To mówi doświadczenie życiowe, a tego nigdy rozsądny człowiek nie powinien lekceważyć.

J. PULIKOWSKI, Jak pokochać teściową, Poznań 2020

 

Na skróty
linkedin facebook pinterest youtube rss twitter instagram facebook-blank rss-blank linkedin-blank pinterest youtube twitter instagram